OD MIESZKA DO ABERDEEN

1050 lecie Chrztu Polski 3

Załatwił nas ten Mieszko na cacy. Koń spod Cedyni by się uśmiał: on przecież nie z tych, co drugiemu płazem puszczał. Za kołnierz nie wylewał, a do tego kobieciarz. Niektórzy nawet mówią, że Wiking. A oni to już raczej z manierami kojarzeni być nie chcieli.

Musiał w tym jakiś interes mieć. Bo co? Taki święty, że aż chrześcijaństwo nam musiał sprowadzać? Peruna i Swaroga tak bez pożegnania za próg?

A jednak. Historia znała już takie przypadki, jeszcze przed naszym Mieszkiem. Taki św. Paweł. Z pewnością by się z władcą Polan dogadał, niejeden dzban opróżnił. A potem być może wzięliby się za łby. Ale dla Boga temperament ich obu to przecież igraszka. Do trzech nie policzyli, a już zrobił i z Szawła i z Mieszka swymi wielkimi sługami.

Mniejsza o motywy Chrztu, czy chodziło głównie o politykę. Ważniejszy jest od nich skutek, to, że minęło 1050 lat od tamtych wydarzeń, a chrześcijaństwo w Polsce wciąż żywe, krzepkie, płodne, tej ziemi po prostu przeznaczone. Zupełnie inne niż w ojczyźnie Dobrawy – Czechach, skąd do nas formalnie przyszło.

Tych ziaren rzucanych przez wiatr historii było przecież mnóstwo: ideologii, systemów politycznych, innych religii. Wszystko to kruszało, upadało, gniło, nie przyjmowało się, co najwyżej funkcjonuje teraz jako ciekawostka!

A Chrystus żyje i wciąż jest młody.

Być może to, co się stało na polach lednickich wtedy, było aktem pewnego rodzaju konformizmu i intencji czysto materialnych. Ale chrześcijaństwo wcale takie nie jest. Przeciwnie, jest non-konformą na całego, a materialną stronę tego świata ma w głębokim poważaniu.

Jest częścią naszej tożsamości, przynależności do Jezusa Chrystusa. Ono sprawia, że w niedzielę odpieramy ataki supermarketowych wózków i wąskimi chodnikami idziemy pod prąd – do katedry. Ono sprawia, że nie pijemy wódki w Wielki Post. A ile trzeba mieć w sobie buntu, odwagi, duchowej krzepy, żeby powiedzieć tym wszystkim cool-ludziom z pracy, z collegu, że ja teraz przeżywam czas Wielkiego Postu, poświęcam się dla Pana, który za mnie umarł na krzyżu i dziękuję, ale nie pójdę z wami, nie napiję się, wie tylko ten odważny, co to choć raz zrobił.

Odważny jak św. Paweł, krzepki jak Mieszko I.

Możemy narzekać na Kościół jako instytucję, dyskutować z nim na różnych płaszczyznach. Ale to też przejaw jego życia. Chrześcijaństwo potrzebuje fermentu, rozgłosu, bycia przedmiotem dyskusji na facebooku. Wciąż potrzebuje naszego poznania wszystkimi zmysłami. Nie potrzebuje obojętności, ciszy i wstydu. Jest trochę jak ta nasza kąpiel w lodowatym Morzu Północnym: niekomfortowe i wymagające, czasem wbrew tzw. zdrowemu rozsądkowi. Toż nie wygodą i zdrowym rozsądkiem wygrywa się życie! Życie wygrywa się Bogiem, miłością, pasją, wyzwaniem i pracą!

1050 lat chrześcijaństwa w Polsce nie zmieniło go w zakurzony eksponat z Muzeum Pierwszych Piastów. Wiatr Ducha Świętego nadal mocno je owiewa.

I dzięki temu nie zamieniamy w Polsce ołtarzy na bary. Daj Bóg, żebyśmy nie zamienili ich nigdy!

Jak byśmy wtedy wyglądali na dworze naszego Króla?

Paweł Kalina


Świętowanie JUBILEUSZU 1050 w Aberdeen