WRAŻENIA Z EDK

Ekstremalna Droga Krzyżowa odbyła się w piątek 11 marca 2016 w Tarland, wzięło w niej udział około 40 uczestników. Oto wrażenia niektórych z nich:

NIE JESTEM SAM – świadectwo Wiesława

Na początku zapisując się na EDK nie miałem pojęcia że to będzie takie wyzwanie. Miała to być kolejna, fajna, zorganizowana „akcja” w towarzystwie znajomych z kościoła, w pięknej szkockiej scenerii przy blasku księżyca. Możemy sobie w głowie układać scenariusze, a Pan Bóg zrobi i tak po swojemu. Jadąc do Aboyne na mszę świętą w strugach rzęsistego deszczu martwiłem się jak my tam pójdziemy z tym krzyżem po tych górkach i modliłem się w sercu, żeby przestało padać. Bóg chyba słyszał to moje wołanie, bo pogoda się zmieniła. Zaczynając wędrówkę z krzyżem w Tarland nie wyglądało to tak źle, lecz po kilku kilometrach werwa i siły opadły. Przy każdym postoju na rozważanie kolejnej stacji łapałem oddech i regenerowałem siły by dojść do kolejnego przystanku. W połowie wędrówki miałem już serdecznie dość i biłem się w myślach „Po co ja tutaj przyszedłem” i wtedy usłyszałem głos „Nie jesteś sam, jestem z tobą” – i już z Nim w pełnej ufności szedłem do każdej następnej stacji. Nie było łatwo, zmęczenie, odciski na stopach dawały się we znaki, a w głowie setki sytuacji i miejsc gdzie wybierałem inną drogę, gdzie Go opuszczałem i robiłem po swojemu, bo łatwiej i lepiej dla mnie tak będzie, mój egoizm i pycha wygrywały wiele razy. Pan Bóg pokazał mi miejsca w moim życiu gdzie muszę wciąż pracować, aby to zmienić, by móc ze szczerością powiedzieć „Panie bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”. Jezus przypomniał mi też, że zapłacił za nasze grzechy najwyższą cenę, byśmy mogli żyć tu na ziemi, a po śmierci być zbawieni. Dziękuję za pomoc ze strony innych pątników, którzy pokrzepiającym słowem czy wodą pomogli mi dojść szczęśliwie do końca tej wędrówki. Chwała Panu.

Wiesław


DROGA BARANKA – świadectwo Janisa

Ekstremalna Droga Krzyżowa pokazała mi, że nieść swój krzyż możemy codziennie. To nie jest tylko jakieś historyczne wydarzenie sprzed 2000 lat. „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16, 24). Jezus Chrystus powiedział te słowa do swoich uczniów jak jeszcze z nimi przebywał, jednak te słowa są ciągle żywe! Dla mnie Jego nauka pokazuje, że przez wszelkie trudności mamy kroczyć pełni nadziei, wiary i miłości. Trasa, którą pokonałem w piątek pozwoliła mi na własnej skórze odczuć słowa Boga. Wspinając się na górę mogłem stracić siły, poślizgnąć się i upaść, zupełnie jak w życiu codziennym, trzeba być ostrożnym na każdym kroku. Najważniejsze jednak jest abym szedł w kierunku celu, jakim jest Bóg i nawet jak upadnę to powstanę i będę szedł dalej. Wiem, że Jezus da mi siłę i przyjdzie do mnie poprzez bliźniego, aby mnie wspierać jak będzie ciężko. Na zakończenie chcę powiedzieć, jakim uniwersalnym językiem jest droga krzyżowa. W każdej sytuacji życiowej możemy znaleźć odwołanie do drogi Baranka i słuchać jak Bóg do nas mówi prowadząc nas. Najważniejszą jednak rzeczą jest to, że tą drogą posłał swego Syna Jezusa Chrystusa dla naszego zbawienia.

Janis


KRZYŻ REALNIE NIESIE CZŁOWIEKA – świadectwo Aleksandra

Przygody dotyczące udziału w Drodze były od samego początku. Udział w niej potwierdziłem na dzień przed startem. Moje plany w pracy uległy zmianie i mogłem zapisać się na EDK. Z Aberdeen do Aboyne wyruszyliśmy około 19:00, w aucie jechało 5 osób. Podczas jazdy panowała miła atmosfera, rozmawialiśmy na różne tematy, jechaliśmy spokojnie z zapasem czasu. Jednak deszcz padał coraz mocniej. Zacząłem także myśleć o tym, że podczas drogi krzyżowej porządnie zmoknę, nie miałem ze sobą w pełni wodoodpornych ubrań. W końcu nie zauważyłem tabliczki z napisem Aboyne, ku naszemu zaskoczeniu przejechaliśmy miasteczko. Ostatecznie zawróciliśmy i już z pomocą nawigacji dotarliśmy przed kościół w Aboyne tuż przed samym rozpoczęciem Mszy św. Przed drogą krzyżową przygotowałem sobie spory zapas prowiantu, jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie. Zaraz po rozpoczęciu wędrówki z miejscowości Tarland pod górę zacząłem żałować ilości rzeczy, które miałem ze sobą. Szliśmy w milczeniu. Nieśliśmy drewniany krzyż, który przekazywaliśmy sobie nawzajem. Deszcz ustał, ale trasa, którą szliśmy była mocno błotnista. W naszej grupie, mimo milczenia panowała więź, była ona mocno odczuwalna. Szedłem, modląc się na różańcu. Starałem się towarzyszyć Panu Jezusowi w Jego drodze poprzez trzymanie w ręku drewnianego krzyża. Po ósmej stacji poczułem zmęczenie, droga była stroma i zmieniły się warunki pogodowe, zaczęło mocniej wiać. Gdy zbliżaliśmy się do szczytu, zrobiło się chłodniej, droga też była coraz trudniejsza. Wiatr targał krzyżem, czasami wydawało się, że krzyż się przewróci. Buty całkiem mi przemokły. Doświadczyłem trudu, ale co ważne, krzyż dodawał mi sił i umacniał postanowienie, aby iść dalej pomimo trudności. Podczas schodzenia z góry, już po 14-tej stacji jednemu z naszych kolegów przydarzył się wypadek, po którym nie mógł już dalej iść o własnych siłach. Znieśliśmy go na dół na naszym drewnianym krzyżu. Zrozumiałem wtedy, że krzyż to nie tylko przeszkoda, coś niewygodnego. Krzyż potrafi w sposób dosłowny ponieść człowieka, doprowadzić go do celu, chociaż droga nie jest łatwa. Krzyż uczy również otwartości na drugiego człowieka. Dopiero po zdarzeniu z upadkiem Ekstremalna Droga Krzyżowa stała się dla mnie czymś realnym. Od tego momentu, każdy z nas mógł poczuć, że idziemy razem z Naszym Panem. Podtrzymując drewniany krzyż trzymałem również Pana Jezusa za rękę, towarzysząc mu w Jego cierpieniu i bólu. Udział w Ekstremalnej Drodze krzyżowej stanowi dla mnie niezapomniane duchowe przeżycie przed nadchodzącymi Świętami Wielkiej Nocy.

Aleksander


FOTO

Niewątpliwie najmocniejszym wydarzeniem był wypadek naszego kolegi, a zarazem organizatora Drogi – Grzegorza. Złamanie nogi na ostatnim odcinku trasy spowodowało potrzebę szybkiej akcji pierwszej pomocy oraz niesienie brata przez innych braci przez ostatnią godzinę marszu.